Bogdan Jański - apostoł Wielkiej Emigracji

Nasz Dziennik, 2006-10-15

Bogdan Jański, który był założycielem Zgromadzenia Zmartwychwstania Pana naszego Jezusa Chrystusa (Zmartwychwstańców), z całego serca pragnął wolności dla Ojczyzny znajdującej się pod zaborami. Nie szczędził sił, by przekazywać rodakom na emigracji chrześcijańskie wartości, głęboko wierząc w możliwość braterstwa i jedności wśród ludzi.


Urodził się w Wielki Czwartek, 26 marca 1807 r., w Lisowie k. Grójca w rodzinie drobnoszlacheckiej, jako syn Piotra herbu Doliwa i Agnieszki z Hryniewickich herbu Przegonia. W 1813 r. rozpoczął edukację w szkole elementarnej w Pułtusku. Następnie w 1822 r. ukończył tam Szkołę Wojewódzką Ojców Benedyktynów, w której potem pracował przez rok jako nauczyciel matematyki i języków obcych. Trzy lata później rozpoczął studia prawnicze, ekonomiczne i filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim, które ukończył w 1827 r., uzyskując dwa magisteria: obojga praw i ekonomii politycznej. Niestety, już podczas nich zaczął powoli tracić wiarę.

Powrót do Boga
W 1828 r. Jański wygrał konkurs na profesora Politechniki Warszawskiej. Wówczas też otrzymał stypendium rządowe na to stanowisko, jak również zalecenie odbycia podróży naukowej do miast europejskich - Paryża, Berlina i Londynu. W przeddzień wyjazdu za granicę, z którego już nie powrócił do kraju, 23 października 1828 r. wziął ślub w Pękowie z Aleksandrą Zawadzką. W Paryżu interesował się rozwojem nauk społeczno-politycznych, szczególnie zaś utopijnym, socjalistycznym saintsimonizmem. Oddalając się wówczas od Kościoła, tak naprawdę szukał jednak cały czas Boga. Z tamtego czasu pochodzą jego słowa: "Chcę żyć w świątyni wielkiego Boga, do niej mam wołać całą ludzkość, w świątyni Boga, co jest wszystkim". Po kilku latach Jański przeszedł radykalną odnowę duchową, powracając na łono Kościoła katolickiego.
W Londynie zaznajomił się ze słynnymi ekonomistami angielskimi R. Owenem i J.S. Millem, dużo czytał, przygotowywał szkice swych przyszłych wykładów. Rozpoczął nawet pracę nad swoim doktoratem. Nie zdążył odbyć stażu w Berlinie, ponieważ wybuchło Powstanie Listopadowe. Jański dostał od Rządu Narodowego zadanie tajnego korespondenta w prasie zachodniej, z którego doskonale się wywiązał. Wiosną 1831 r. otrzymał za to stopień kapitana. Po upadku powstania pozostał na emigracji, gdzie współpracował z francuskimi czasopismami naukowymi i encyklopediami. Zaprzyjaźnił się wówczas z Adamem Mickiewiczem. W 1832 r. zerwał ostatecznie z saintsimonizmem, odbył generalną spowiedź i przyjął komunię świętą. "Szczęśliwym dla siebie zbiegiem okoliczności dostał się pod wpływ Mickiewicza (przez jakiś czas mieszkali nawet w jednym domu) i po dwóch latach stał się katolikiem nie tylko ze chrztu i metryk, ale z przekonania. Z Szawła zrobił Mickiewicz Pawła. Zaczęło się to od współzawodnictwa w wydawanym przez Mickiewicza piśmie emigracyjnym "Pielgrzym" od wiosny 1833 r." - stwierdza Feliks Koneczny w książce "Święci w dziejach Narodu Polskiego".
Jański narodził się na nowo jako świecki apostoł emigracji, który w centrum swego działania zawsze miał odrodzenie religijne narodu i poszczególnych ludzi. 19 grudnia 1834 r. wraz z Mickiewiczem założył stowarzyszenie Braci Zjednoczonych, mające stać się trzonem katolickiego obozu na emigracji. Pod aktem założenia podpisali się: Adam Mickiewicz, Antoni Górecki, Stefan Witwicki, Cezary Plater, Bogdan i Józef Zalescy, Ignacy Domeyko i Bogdan Jański. Hasłem Braci Zjednoczonych było: "Służcie Bogu, Polacy, a Bóg zbawi Polskę". Stowarzyszenie przetrwało jednak tylko pół roku. Następnie w czerwcu 1835 r. razem z Adamem Celińskim, Piotrem Semenenką i Leonem Przecławskim powołał nowe bractwo - Służbę Narodową. Jego celem miało być wprowadzanie zasad chrześcijańskich w życiu publicznym i prywatnym. Niestety, i to stowarzyszenie niedługo po powstaniu się rozpadło.

Początki zakonu Zmartwychwstańców
Pewnego dnia 1835 r. Adam Mickiewicz, przygnębiony niedobrymi wieściami z kraju oraz niesnaskami wśród emigrantów, rzekł do swych przyjaciół: "Nie ma dla nas innego ratunku; trzeba nowego zakonu! Ale kto go założy?... Trzeba na to świętego! Jański założy". Tak też się i stało. W Popielec, 17 lutego 1836 r., Jański założył tzw. Domek Jańskiego, w którym prowadził życie wspólnotowe oparte na zasadach życia zakonnego. Wyznaczały je wspólna modlitwa i pokuta. Niestety, wielu z emigrantów polskich nie rozumiało celu istnienia Domku. "Emigracja jest dosyć niepobożna. (...) Ile to trudów i zabiegów musiał podejmować, ile rozpraw i sporów przebywać, ile listów rozpisywać, ile bredni i obrzydliwości słuchać, ile anielskiej cierpliwości mieć on musiał, nim tego lub tego kochanego kolegę, niby republikanina, niby filozofa, w nierozumie przekonał, w hardości uskromił, w obyczajach naprawił, na Mszę św. zawiódł, przed konfesjonał postawił!" - pisał Stefan Witwicki, naoczny świadek działalności apostolskiej Jańskiego. Nie zważając na trudności, w przeciągu kilku lat Jański skupił wokół siebie i wychował wybitnych uczniów, do których należeli m.in. Piotr Semenenko i Hieronim Kajsiewicz. Podobnie jak Jański przeszli oni radykalną ewolucję duchową. Obaj stali się później jednymi z najgorliwszych katolików na emigracji. "Jański przesiewał kandydatów, wymagając nastroju ducha i bogobojności wszechstronnej, a obok tego także wyższego wykształcenia naukowego. Trzeba zaś było wyrzec się nie tylko wszelkiej wybredności, lecz nawet najprostszych wygód" - pisze Koneczny. Zmartwychwstaniec o. Maciej Gawlik CR w opracowaniu życiorysu założyciela swego zakonu dodaje, że "zawsze był gorąco przekonany o tym, że nie tylko duchowni, ale i świeccy są powołani do świętości. Dla nich widział bardzo ważne miejsce we wspólnocie, nazywając ich Braćmi Zewnętrznymi. Po jego śmierci niejeden z nich, po powrocie do kraju, stał się ewangelicznym zaczynem rozdartej między zaborców Polski".
Bogdan Jański w swoim zgromadzeniu wygłaszał specjalne nauki dla wszystkich współbraci, prowadził modlitwy i czytania Pisma Świętego oraz komentował Ewangelie. Doprowadził nawet do tego, że powstały we Francji cztery placówki filialne Domku. Mieszkało w nich, pracowało, studiowało i modliło się ponad trzydziestu emigrantów. Sam Jański starał się żyć jak najbardziej bogobojnie, by stanowić przykład dla współbraci. Z tego też względu od roku 1836 uczestniczył w codziennej Mszy św., odbywał cotygodniową spowiedź świętą, często przyjmował Komunię Świętą, oddawał się licznym umartwieniom, odbywał pielgrzymki i długie rekolekcje u ojców Benedyktynów i Trapistów, w których trakcie miewał łaskę przeżyć mistycznych. Swoich uczniów wysłał do Paryża, a potem do Rzymu, by tam założyli nowy dom i zdobyli wykształcenie teologiczne. "Wyludniał się "domek", bo świtała już myśl, żeby "zjednoczeni bracia" przenieśli siedzibę swą do Rzymu, żeby tam pogłębiali studia teologiczne, i żeby w mieście papieskim kłaść fundamenty pod nowy polski zakon" - czytamy w dziele "Święci w dziejach Narodu Polskiego".
Co istotne, w tamtym czasie Stolica Apostolska nie była dobrze informowana o tym, jak wygląda stan Kościoła w Polsce pod rządami zaborczymi, a szczególnie rosyjskimi. Utraciwszy suwerenność, straciliśmy również własną dyplomację, a brak swojego ambasadora w Watykanie stawał się coraz dotkliwszy. Feliks Koneczny pisze o tej sytuacji następująco: "Lata całe mijały, a kuria apostolska posiadała o Polsce informacji tyle, ile ich udzielił papieżowi... poseł rosyjski. Chodziło więc o to, żeby utworzyć w Rzymie polskie ognisko zakonne, złożone z zakonników o wysokiej inteligencji, które by zasługiwało na zaufanie watykańskiego dworu, a stanowiłoby stałą stację informacyjną. Można by się wyrazić, że chodziło o utworzenie polskiego konsulatu duchownego w Rzymie".

Śladami Mistrza
Jański coraz częściej zapadał na zdrowiu. "Post ciągły w domach Trapistów; modlitwy długie i gorące - bo kiedy się Bogdan modlił, zapalał się cały na twarzy; wszystko to, tucząc duszę, musiało wycieńczyć ciało. Nareszcie pod jesień 1839 r. w podróży do kolegium Juilly w okolicach Paryża, gdzie był paru rodaków umieścił, przemokły do nitki i zaziębiony wrócił z katarem, który się rychło w suchoty przemienił" - zanotował w swoich zapiskach ks. Kajsiewicz. Przyczyniła się do tego bieda, która towarzyszyła Jańskiemu od wielu lat. Również m.in. z jej powodu na początku 1839 r. musiał zamykać trzy z czterech swoich domów filialnych. W grudniu 1839 r., będąc już bardzo chory, wyjechał do Rzymu, do swoich braci. Tam, uzyskawszy zgodę żony, miał rozpocząć studia teologiczne. Niestety, nie doczekał święceń kapłańskich swoich dwóch braci ze zgromadzenia - Semenenki i Kajsiewicza, gdyż zmarł 2 lipca 1840 roku. Początkowo został pochowany na cmentarzu św. Wawrzyńca w Rzymie. Na jego tablicy grobowej umieszczono napis: "Tu spoczywa mający zmartwychwstać ś.p. Bogdan Jański, pierwszy jawny pokutnik i apostoł emigracji polskiej we Francji".
23 stycznia 1956 r. jego prochy przeniesiono do kościoła zmartwychwstańców w Rzymie. 19 maja 2005 r. ks. bp Stanisław Wielgus dokonał uroczystego otwarcia procesu beatyfikacyjnego Bogdana Jańskiego. Założyciel zmartwychwstańców zostawił swoim uczniom program odrodzenia religijnego i narodowego. Podkreślał w nim, że walka o prawa narodowe nie może stać w konflikcie z Bogiem i Kościołem. Nauczył innych podchodzenia do ludzi z miłością i zrozumieniem. Jego apostolski styl cechowały: taktowność, delikatność, uczynność, skromność w zachowaniu i rozwaga. W swoim testamencie zapisał, że wspólnota zakonna, którą powołał do życia, powinna posiadać kleryków z wyższymi święceniami, a miejscem jej pracy winna być emigracja. Sugerował otwarcie w Paryżu biblioteki, szkoły zawodowej, szpitala, seminarium duchownego, szkoły dla artystów Polaków. Pragnął nawrócenia emigracyjnej "lewicy" i masonerii oraz tego, by świeccy bardziej skonsolidowali swe działanie.
Księża Piotr Semenenko i Hieronim Kajsiewicz po śmierci swego mistrza odczytywali jego myśl, dając podwaliny pod Zgromadzenie Księży Zmartwychwstańców. Pierwszy z nich tak zapamiętał Bogdana Jańskiego: "Znajdował się albowiem wtedy między nami umysł prawdziwie wyższy, mąż ze wszech miar niepospolity, nazywał się Bogdan Jański. Przechodził i on przez ciemności, ale pierwszy powitał on światło wschodzące. A wtedy i sam zaświecił, jako gwiazda zwiastunka dnia już nadeszłego, jako zapowiednia światłości już panować mającej. Niedługo wprawdzie niósł on pochodnię w ręku, ale dosyć, aby drogę pokazać. Iluż to zaraz koło niego się skupiło, iluż to w nim i przez niego spostrzegło światło niebieskie, na iluż to przez niego spłynął pokój Boży i witali go jako posłańca z góry, szli jak za aniołem przewodnikiem. A choćby i niewielu było ich liczbą, iluż jednak rzeczą i następstwami! Co za miła i piękna to postać... Dusza wielka, niezłomna, niczym niezachwiana, a jasna, czysta, pogodna; ona pierwsza od Boga zjawiła się publicznie ze światłem, z łaską, z pokojem".
Na kapitule generalnej w 1850 r. zakonnicy zdecydowali się iść za radą Papieża Piusa IX: "Zorganizujcie się tak, abyście byli w stanie zrobić jak najwięcej dobra dla Kościoła". Siedem lat później o. Semenenko określił specyficzne apostolaty nowej wspólnoty zakonnej, którymi były praca parafialna i wychowanie młodzieży. Zgromadzenie Zmartwychwstańców rozwinęło się z czasem jako wspólnota międzynarodowa i posługuje Kościołowi w Australii, Austrii, Boliwii, Brazylii, Bułgarii, Izraelu, Kanadzie, Polsce, Słowacji, Tanzanii, Ukrainie, USA, we Włoszech i na Wyspach Bermudzkich.
Piotr Czartoryski-Sziler


DO GÓRY














Tagi:narodowe na a Służbę

zdjęcia ślubne | aromaterapia | anti spam | stancje Warszawa | muzykunia na h