Zakłamanie jako zasada życia

Nasz Dziennik, 2006-07-29 Klasyczna filozofia mówiła:
rodzaj ludzki żyje sztuką i rozumem - genus humanum arte et ratione vivit.
Dziś trzeba, niestety, dodać jeszcze jedno, a mianowicie
kłamstwo, a więc rodzaj ludzki żyje z techniki, rozumu i z kłamstwa - genus
humanum arte et ratione atque mendacio vivit. Zakłamanie było dotychczas
problemem bardziej
jednostkowym, dziś staje się jedną z pierwszych zasad zbiorowych, kolektywnych
i wielkospołecznych.

Życiowy problem
Człowiek powinien być prawdziwy i żyć prawdą, w całości życia i w każdym jego
fragmencie. Jednak pełną prawdą jest tylko Bóg. Człowiek zaś w Jego obliczu
jest złożony z prawdy i nieprawdy. "Każdy człowiek kłamie" - mówi
Pismo (Psalm 114, 11). Ale istnieje określona granica między słabością, ograniczonością
i ułomnością człowieka, a jego świadomym i dobrowolnym kłamaniem na różne
sposoby. Oczywiście, nie chodzi tu o błąd, który polega na nieprawdziwym
poznaniu lub braku wiedzy. Podobnie nie chodzi też o pewną zmienność człowieka
i o jego grę życiową, jaką w jakiejś mierze prowadzi każdy człowiek, gdyż
całe jego życie jest jedną wielką sztuką, jaką każdy odgrywa na scenie własnej
i na scenie świata i historii. Tu chodzi o myśli, akty i działania zawinione
wobec prawdy.
Z kłamstwem mamy do czynienia wtedy, gdy ktoś świadomie i dobrowolnie wyraża
mową lub innym systemem znaków komunikacyjnych co innego, niż ma na myśli lub
wie, przede wszystkim żeby wprowadzić w błąd. Oszustwo zaś to też kłamstwo,
ale połączone z jakimś działaniem o tym samym charakterze, np. w pracy, w handlu,
w nauce itd. Fałsz z kolei to kłamstwo i oszustwo uprzedmiotowione, np. fałszywy
towar, fałszywy pieniądz, fałszywa doktryna. Tym trzem pojęciom towarzyszy
jeszcze cały szereg znaczeń im podobnych, jak: podstęp, bujanie, blagowanie,
obłuda, hipokryzja, machinacja, manipulacja, zdrada, udawanie, pozorowanie,
przeinaczanie, zwodzenie, przekręt i inne. Takich słów jest co niemiara. Już
sam ten fakt wskazuje, jak nieprawda i antyprawda w rzeczy, myśli, słowie i
zachowaniu człowieka odgrywają olbrzymią rolę. Istnieje wprost cała struktura
życiowa, którą by można było nazwać zbiorowo zakłamaniem, strukturą nieprawdy.
I ludzie słabszego ducha często uznają kłamstwo, oszustwo i fałsz za nieuniknione,
wielce użyteczne, konieczne, a niektórzy nawet za wartość cywilizacyjną.
Kłamstwo, fałsz i oszustwo zawsze występowały w historii ludzkiej, choć w różnym
natężeniu, w różnych dziedzinach i w różnych zakresach. Sytuację ogólną ogromnie
poprawiło chrześcijaństwo jako religia najdoskonalsza moralnie, chociaż i ono
nie mogło zrobić wszystkiego, zwłaszcza raz na zawsze. Musi ono rozwijać swoją
powszechną pedagogię względem każdego pokolenia i każdego czasu od nowa. Ale
dziś po wielkim osłabieniu wartości klasycznych, a przede wszystkim chrześcijaństwa,
zakłamanie wyrasta do roli jednej z podstawowych zasad życia. Szczególnie od
rewolucji francuskiej rozwija się ono i pogłębia w światopoglądach i w praktyce
całości życia publicznego. Jawią się z gruntu zakłamane całe stowarzyszenia
krajowe i międzynarodowe, partie, społeczeństwa, subkultury, pseudoreligie.
Można powiedzieć nawet, że zakłamanie zostało po cichu zalegalizowane. Nie
znaczy to, że każda jednostka w tych zbiorowościach musi być również wewnętrznie
zakłamana, ale faktycznie prawie wszyscy uderzamy o strukturę zakłamania publicznego
jak o jakąś granitową skałę.
W efekcie bardzo często nawet skądinąd dobrzy ludzie prawdę chowają do domowego
skarbca religijnego, a w życiu świeckim nieprawdę uważają za jakiś świecki
sobowtór prawdy. I tak praktycznie żyją nieprawdą.
Główne obszary zachwaszczone zakłamaniem
Zakłamanie toczy w jakimś stopniu całe społeczeństwa, ale na pewnych obszarach
pleni się szczególnie.
1. Partie polityczne. Zakłamanie bardzo lubi gnieździć się dziś w stronnictwach
i partiach politycznych. Niektórzy politycy uważają, że okłamywać wyborców
to ich pierwsze przykazanie. U nas za PRL-u była w zasadzie jedna partia i
była ona z samego założenia zakłamana, choćby w tym, że z deklaracji była polska,
a faktycznie była sowiecka. Społeczeństwo w dużej mierze i z czasem coraz mocniej
nie poddawało się tej epidemii fałszu, ale musiało z partią jakoś żyć, a nawet
współpracować, bo inaczej by zginęło. Pod koniec już pojawiały się elementy
prawdy i zmysłu polskiego. Obecnie powstają partie już niekłamliwe z natury,
ale istnieją też nadal lub powstają partie bardzo zachwaszczone zakłamaniem.
Okazuje się, iż zakłamanie jest zakorzenione tak głęboko, że trudno je wyplenić
nawet w sytuacji uwolnienia się od okupacji sowieckiej. W dodatku zostało ono
wzmocnione wpływami Zachodu. I tak toczy się dalej na scenie politycznej walka
nie tylko o władzę, ale także o prawdę, choć sama prawda jest zawsze trudna
i wymagająca i nikt nie ma nad nią pełnego monopolu w polityce.
2. Media. Do dziś, niestety, świadomość polska jest w dużym stopniu fałszowana
przez media, gdzie w niektórych dziedzinach nadal są uprzywilejowani ci, którzy
po staremu łżą. Tutaj i dziś zakłamanie ma swoje źródła światopoglądowe. Głosi
się opinię, że kłamliwe bywają tylko media partyjne, choćby były patriotyczne,
a obiektywne i prawdziwe mogą być tylko media apartyjne i niepatriotyczne.
Ale w tym jest podstawowe oszustwo. Właśnie media rzekomo neutralne, czyli
niepatriotyczne, a nawet antypatriotyczne, bywają w służbie zakłamanych koncernów,
dających pieniądze, ale i wyznających ideologię zakłamaną i wrogą krajowi.
Jak jednostka mówi prawdę albo nieprawdę swoim językiem, tak i społeczność
mówi prawdę albo nieprawdę systemem swoich mediów.
W Polsce po ostatnich wyborach mieliśmy nadzieję, że TV publiczna będzie mówić
samą prawdę, tymczasem ona nadal w dziedzinach polityki, kultury i życia obywateli
mówi więcej nieprawdy niż prawdy. Ba! Niemal nie słabną ataki na rząd i koalicję
reprezentujące wolę Narodu Polskiego. Prezes TVP, mówiąc szczerze, zawiódł
nas, chyba że nic nie może, to niech to powie publicznie. Programowo zapewne
chce być apartyjny i obiektywny, tylko że chyba założył taki system medialny,
według którego obiektywność to niepolskość, a może nawet antypolskość, obiektywność
to uleganie systemom liberalnym, postkomunistycznym, syjonistycznym, neutralnym
- rzekomo - religijnie. Tymczasem TV dziś to jest jakby świadomość narodu i
nie może ona być implantowana narodowi od jakiegoś innego podmiotu.
Nie ma telewizji neutralnej, jest tylko prawdziwa albo nieprawdziwa. I każda
telewizja publiczna musi być wewnętrznie spójna. Nie może być tak jak za PRL-u,
kiedy to np. w radiu prowadzona przez Stefana Martykę "Fala 49" głosiła
się medium najbardziej polskim, a totalnie atakowała wszystko, co polskie.
To jedynie telewizje komercyjne nie muszą mieć systemu spójności, bo nie służą
żadnej prawdzie, a jedynie korzyściom materialnym i dlatego podają przeważnie
treści rozrywkowe, sensacje, wypadki, zatargi międzypartyjne, pornografię,
sport, beztreściowe filmy, różne oszustwa typu Jana Grossa i w ogóle wszystko
pod gusta różnych grup społecznych, żeby jak najwięcej zarobić. Wystąpienia
społeczno-polityczne w TV powinny być jakoś moderowane, żeby służyły dobru
wspólnemu i odbudowie Polski, żeby nie siały nienawiści narodowej i nie były
popisami bezdennej nieraz głupoty. Oczekujemy od TV przede wszystkim dysput
mądrych, uczonych, wystąpień odpowiedzialnych, faktów i rzetelnych komentarzy,
wiedzy, nauki, pedagogii, historii powszechnej i polskiej, kultury, poruszenia
sztuki, spraw życia wsi i miasta, młodzieży, całej gospodarki, problemów duchowych,
moralnych, egzystencjalnych itd. Ale przede wszystkim, żeby było mniej pomiatania
Polską, ubliżania nam jako katolikom i wreszcie zwyczajnej pychy.
3. Eksport i import kłamstw w ramach UE. Z UE otrzymujemy pewne dobra materialne
i wartości kulturalne i techniczne, ale wzmaga się także import fałszów i zakłamań,
które wyrastają ostatecznie z odrzucenia chrześcijaństwa i religii w ogóle.
Już nie mówię nawet o naszym imporcie wielkiej zgnilizny moralnej, która się
tam szybko pogłębia. Na przykład w połowie lipca br. w Holandii została zalegalizowana
Partia Pedofilów. Od 1 sierpnia Holendrzy mają pisać "Chrystus" przez
małą literę (za J.R. Nowakiem). PE 24 lipca br. uchwalił prawo pobierania komórek
macierzystych z embrionów ludzkich i inne rzeczy.
Odbijają się na nas coraz bardziej różne przekręty gospodarcze, społeczne i
kulturowe w UE, jak: pogarda dla Kościoła katolickiego, oszustwa ze strony
banków, firm, koncernów, instytucji prawnych, urzędów, ubliżanie posłom polskim
w PE, szkalowanie całej Polski, jakieś kombinacje w przydzielaniu środków finansowych
Polsce. Nasz kraj dotknęło unijne handlowanie kobietami i niewolniczymi robotnikami
w obozach pracy w Italii i Anglii, w ogóle oszukiwanie naszych robotników w
Hiszpanii i w innych krajach. Jeżeli chodzi o lżenie Papieża, Kościoła katolickiego,
prezydenta Polski, katolików polskich, to jest to przeważnie inicjatywa części
lobby żydowskiego, zarówno u nas, jak i w Europie oraz Ameryce, ale dzieje
się to bez możliwości obrony z naszej strony, bo w całym świecie liberalnym
zapanowała atmosfera fałszu, znieważania drugich, szkalowania, poniżania katolików,
a nawet bluźnierstw religijnych w słowie i w sztuce. Często nie jest to wina
rządów lub całych społeczeństw, ale znajdują się one pod potężnym naciskiem
określonych innych grup dominujących i głoszących liberalistyczną ideologię,
oczywiście fałszywie. W takiej sytuacji również rządcy i politycy muszą współgrać
i oszukiwać na potęgę, żeby móc figurować w społeczeństwie. W Europie prawa
oligarchii nie obowiązuje żadne prawo.
4. Fałszywe instytucje. Dziwna rzecz, są całe kraje, ludy czy państwa, które
w pewnym stopniu żyją z zakłamania. Na przykład Grecja przez wiele lat oszukiwała
UE, że jej deficyt budżetowy nie przekracza 60 proc., a faktycznie wynosił
110 proc. Następnie są potężne oszustwa między firmami, koncernami, między
producentami energii. Pełno jest oszustw w podręcznikach szkolnych, w filmach,
sztukach, reklamach, w procesach prawnych i innych. Stan fałszu naszej cywilizacji
obrazują dobrze oszustwa w sporcie, np. w piłce nożnej w Italii, w Hiszpanii,
no i w Polsce. Tysiące i miliony ludzi, zwłaszcza młodych, są wpatrzone w piłkarzy
jak w bóstwa i ich grę traktują niemal jak liturgię lub teatr Shakespearea,
a faktycznie są to często zwykli brutale, a nawet oszuści. To jest tragedia
cywilizacyjna.
I często całe różne korporacje żyją u góry z oszustwa. Nierzadko oszukują sędziowie,
zwłaszcza sportowi. A miliony ludzi podziwiają ich, biją brawo i noszą na sercach
ich podobizny. To jest dopiero współczesna parodia cywilizacyjna. Wyrasta ona
ostatecznie z publicznego ateizmu.
5. Fałszywy antyterroryzm. Ogromnym zakłamaniem człowieka jest wojna, ale
chyba jeszcze większym fałszem jest zwalczanie terroryzmu przez jeszcze większy
terroryzm. Znamy już kilka takich faktów. Ostatnio w obronie dwóch żołnierzy
izraelskich porwanych przez terrorystów Hezbollahu Izraelici, chcąc wykorzystać
tę okazję do zniszczenia Hezbollahu w ogóle, zaatakowali cały południowy Liban,
zabijając setki kobiet i dzieci libańskich i niszcząc Bejrut, domy, także mieszkalne,
kościoły, meczety, synagogi, a także lotniska, autostrady, drogi, mosty, wszelkiego
rodzaju instalacje cywilizacyjne, i to wszystko w majestacie międzynarodowego
prawa walki z terroryzmem. Ameryka zaś, współczesna strażniczka prawa i demokracji,
pochwala ten akt inwazji, wzniecający nowe ognisko wojny na Bliskim Wschodzie,
a nawet "dla celów humanitarnych" śle Izraelowi rakiety bardziej "precyzyjne",
m.in. głębinowe, by raziły także cywilów kryjących się w głębszych schronach
podziemnych. A świat bije brawo jak na wielkim meczu.
Do dziś nie wiedziałem, że Niemcy byli u nas w Polsce antyterrorystami, kiedy
np. za zabicie swojego jednego osiedleńca mordowali całą sąsiednią wieś z kobietami
i dziećmi za karę, że nie powstrzymali partyzantów. Przecież żadna wieś nie
miała władzy nad partyzantami, a dziś Libańczycy nie mają siły, żeby poradzić
sobie z terrorystyczną organizacją Hezbollah. Nie mogą więc być zabijani cywile,
są inne sposoby obrony interesów Izraela. Myślę sobie dziś, że Hitler pluje
sobie w brodę, że II wojny światowej nie prowadził pod hasłem walki z terroryzmem.
Chociaż może źle mówię. Był on bliski tej myśli, kiedy urządził w Gliwicach
na granicy niemiecko-polskiej prowokację, zabijając kilku więźniów niemieckich
ubranych w niemieckie mundury wojskowe i ogłosił, że zrobili to Polacy. Jednak
nie rozwinął tego pomysłu, by głosić krucjatę antyterrorystyczną, zabijając
terrorystów w spódnicach, majtkach, pieluchach - Polaków, Żydów, Cyganów, Rosjan
i innych. Świat zachodni do dziś biłby mu brawo i zatwierdziłby wysuwaną w
1937 roku kandydaturę Hitlera do Pokojowej Nagrody Nobla.
ň propos sprawy libańskiej, mamy wspaniałego ministra obrony narodowej. Kiedy
po agresji Izraela na Liban zapytano go, co z polskimi żołnierzami, strażnikami
pokoju na granicy izraelsko-libańskiej z ramienia ONZ, odpowiedział bez namysłu: "Są
bezpieczni, schowali się głęboko w schronach". Przypomina się anegdota.
Mówi ktoś do spotkanego kolegi: "Wiesz, wczoraj w nocy wtargnął do mojego
mieszkania w mojej obecności jakiś rabuśnik z nożem i obrabował mnie". "A
twój rewolwer, który niedawno nabyłeś?" - zapytał kolega. "Dzięki
Bogu nie znalazł go, był pod poduszką" - odpowiedział poszkodowany. Tyle
też znaczą pokojowe oddziały ONZ.
6. Oszukiwania wiecznie żywe. Jest ciągle cała masa oszustw i przekrętów w
życiu państwowym, małych i wielkich. Wielkie przekręty dokonały się w dziedzinie
ekonomii własności: prywatyzacji, reprywatyzacji, uwłaszczenia (zawetowanego
karygodnie przez prezydenta Kwaśniewskiego), pokrętnej sprzedaży ziemi i innego
mienia państwowego, niszczenia wielkich zakładów za okupem, przyjmowania gór
śmieci i odpadów z Zachodu, przestępstw w spółdzielczości, uchwalania umyślnie
dziurawych praw, niektórych orzeczeń trybunałów, i niezliczonych innych dziedzin
sięgających wysokich szczebli.
Ile było oszustw w dziedzinie gospodarki energetycznej, paliwowej i kopalnianej.
Na przykład uchwała w sprawie biopaliw została zawetowana w 2003 r. przez b.
prezydenta, który powinien być za to ukarany, bo nie działał w polskim interesie.
Dziś znowu różni kombinatorzy chcą - zapewne w imieniu jakichś koncernów -
zablokować domową produkcję biopaliw na wsi.
W walce opozycji z koalicją często są stosowane argumenty propagandowe i celowo
fałszywe, i to na oczach milionów Polaków. Na przykład kiedy rząd chce coś
ważnego naprawić, zaradzić jakiejś ważnej potrzebie społecznej lub naprawić
jakąś instytucję czy prawo, to opozycja mówi z zasady, że są to propozycje
populistyczne, wyborcze i nieskuteczne. Mówią, że ma to być inaczej. Ale jak,
nie mówią. Na przykład uważają za bezsensowne działania zmierzające do ukrócenia
przestępczości, ale co w zamian, nie mówią. I to jest również rodzaj zakłamania.
Ogólnie funkcjonuje, jak zresztą w całym świecie, dyplomacja nieszczera, podstępna,
kłamliwa i taka od lat została uznana za kanon. Obecnie u nas narastają różne
zmyślenia i fałsze przed wyborami samorządowymi. Daj Boże wytrzymać. Nowy komisarz
Warszawy zaczął swoją akcję wyborczą od zatwierdzenia Muzeum Historii Żydów.
I to zrobił słusznie. Ale następnym krokiem powinno być zatwierdzenie pomnika
ofiar KL Warschau, który pochłonął 200 tys. istnień polskich i był w zamierzeniu
Niemców początkiem eksterminacji ludności Warszawy i całej Polski (por. M.
Trzcińska, Obóz zagłady w centrum Warszawy. Konzentrationslager Warschau, Radom
2002). A ciągle istnienie tego obozu próbuje się przemilczeć, jakoby ginący
Polacy to nie byli ludzie. Oczywiście, komisarz chce się przypochlebić lobby
żydowskiemu, ale czy jest szczerość bez pomnika i dla ofiar polskich?
Albo ile jest zakłamania w odrzucaniu projektu wprowadzenia do szkół przedmiotu
historia Polski. Mówi się, że ona już zawiera się w historii powszechnej, że
zrodzi nacjonalizm, że młodzież nie życzy sobie patriotyzmu, że trzeba uczyć
historii całej Europy, no i historii Żydów polskich, w każdym razie nie historii
Polski. Jest to po prostu obłęd zaprzańców Polski. Według nich, Polska ma być
tylko jednym z regionów Europy i tak trzeba uczyć młodzież.
Prawdy i fałsze wokół matury
Myślę, że trzeba poprzeć pomysł "amnestii" maturalnej dla tych, którzy
nie zdali tylko z jednego przedmiotu, a zdobyli minimum 30 punktów w całości.
W pewnym sensie nie jest to coś wyjątkowego. Na starym (z roku 1425) Uniwersytecie
w Lowanium w Belgii można właśnie coś na roku oblać, byle osiągnąć wymaganą
ilość punktów w całości. Oczywiście, przedmioty są różnie punktowane w zależności
od ich ważności dla danego kierunku studiów. I trzeba z góry powiedzieć, że
u nas teraz przeciwnikami tej amnestii są głównie protektorzy reformy maturalnej,
zainicjowanej przez AWS i UW, oraz zwolennicy szkolnictwa liberalnego. Tymczasem
oblanie w Polsce matur ogólnie w 20 proc., a w niektórych regionach w ok. 50
proc., nie jest wyłącznie winą uczniów, ale i winą liberalnego systemu nauczania.
Trzeba więc roztropności i trzeba iść za dobrem człowieka (wicepremier R. Giertych),
nie wolno karać uczniów gilotyną za błędy reformy. Podnoszenie poziomu musi
być procesem długim.
Powiedziano, że amnestia 50 tys. oblanych obniży poziom nauczania. Nie mówi
się natomiast, że poziom ten został obniżony z winy także konstruktorów reformy,
którzy wprowadzili nauczanie bez wychowania, tzw. bezstresowe, przy braku dyscypliny
i przy buntowniczym nastawieniu przeciwko tradycji szkolnej, zwłaszcza polskiej.
Tymczasem gdzie jest pełny liberalizm dydaktyczny, tam jest jeszcze gorzej.
Na przykład w Ameryce maturzystki nie mogą wyjść z podziwu, że ich koleżanka
z Polski operuje z pamięci tabliczką mnożenia. Poza tym w liberalizmie panuje
duży subiektywizm, a nawet fałszowanie w ocenianiu wartości szkół. Na przykład
nasze polskie uniwersytety chełpią się wysokim poziomem. Tymczasem według zachodniego,
pełnego pychy i zafałszowania rankingu uniwersytetów na świecie, nasz Uniwersytet
Jagielloński i Uniwersytet Warszawski są lokowane gdzieś na miejscu czterechsetnym.
Wszystkie te nowomodne rankingi typu amerykańskiego to taka zabawa chełpliwych,
ale i samolubnych dzieci.
U nas niektórzy profesorowie mówią, że maturzysta amnestionowany będzie miał
kompleks do końca życia, bo otrzymał maturę niezasłużenie. A czy liczni starsi
profesorowie uniwersyteccy, którzy otrzymali matury w bezwartościowej co do
humanistyki szkole marksistowskiej, mają się z czego do końca życia chlubić?
Mało kto się też zastanawia, co ten człowiek będzie przez cały rok robił, czy
będzie powtarzał klasę, czy pójdzie do wojska, kto go będzie utrzymywał, czy
znajdzie pracę awaryjną, jak przeżyje wstyd przed ludźmi, że nie ma matury,
a wreszcie nie jest wcale pewne, czy za rok zda tę maturę, tym bardziej że
zgodnie z polską praktyką program może się znowu zmienić.
Zdaje się następnie, że nie należało organizować takiej samej matury na cały
kraj. Nie wszędzie tradycja techniczna została dostatecznie przełożona na ogólnokształcącą.
Poza tym nie mogą być przykładane te same kryteria do młodzieży wiejskiej i
wielkomiejskiej. Nie wolno abstrahować biurokratycznie od realnych uwarunkowań.
Egzaminować powinny zespoły środowiskowe, tyle że pod kontrolą kuratoriów.
Podobno UE narzuci w przyszłości obowiązkowy dla każdego egzamin z matematyki.
Otóż taki egzamin będzie musiał być traktowany roztropnie i elastycznie, bo
wielu uczniów, zwłaszcza dziewcząt, nie ma szczególnych uzdolnień matematycznych,
szczególnie do matematyki wyższej. Tacy uczniowie, nawet bardzo uzdolnieni
w innych przedmiotach, mogliby nie zdać matury za drugim i trzecim razem, oczywiście
bez ściągawki. Chciałem również zauważyć, że z mojej praktyki profesorskiej
wiem, iż uzdolnienia językowe nie idą w parze z intelektualnymi. I wreszcie,
jeśli o przyjęciu na wyższe studia mają decydować wyższe punkty, to badania
wykazały, że bardzo mało prymusów licealnych kończy studia, bo często są to
pamięciowcy.
Trzeba zwrócić uwagę, że reforma AWS - UW przyjęła inną koncepcję matury. Dawniej
matura była świadectwem dojrzałości, rodzajem inicjacji społecznej i miała
być powszechna dla obywateli. W nowej koncepcji matura ma być drogą do klasy
inteligencji, biletem wstępu na uniwersytet bez egzaminów, no i ma być raczej
elitarna, nie dla roboli i chamów.
Tak, nowa natura ma zastąpić egzaminy wstępne na wyższą uczelnię. Ale i tu
nie wszystko jest czyste. Taka matura ma zwalniać uniwersytety z wysiłku egzaminu
rekrutacyjnego, a jednocześnie maturzystę od nowego stresu. Ale wtórnie ma
ona także - podstępnie - pomóc uczelni w limitowaniu kandydatów na studia.
Autorzy reformy nie przewidzieli wszakże "drobnej rzeczy", a mianowicie,
że bez egzaminów na jeden kierunek mogą się zgłosić tysiące kandydatów, a na
inne bardzo mało albo i nikt. Tych licznych nie można przyjąć, a więc trzeba
albo wprowadzić egzaminy wstępne, albo zważać na punktację maturalną. I tutaj
jest wiele oszustw. Pewnym ratunkiem jest to, że można się zapisywać na kilka
kierunków jednocześnie. Bałagan jest totalny i to nie z winy maturzystów, lecz
z winy reformatorów.
Niektóre uczelnie wprowadzają tzw. rozmowy kwalifikacyjne, niby żeby uniknąć
stresu egzaminacyjnego, ale ta rozmowa jest jeszcze bardziej loteryjna niż
egzamin.
Jest jeszcze jedna sprawa. Wszelkie pytania, zarówno testowe, jak i na żywo,
często bywają złe. Trzeba powiedzieć z góry, że zdolność formułowania poprawnych
pytań jest dosyć rzadka, tak u wielkich profesorów, jak i u młodszych pracowników
nauki. Nieraz egzaminujący powinien być oblany, a nie egzaminowany. Przy tym
na odpowiedzi egzaminacyjne wpływają różne uwarunkowania: zdrowotne, psychologiczne,
egzystencjalne, losowe. I decyzja może być mylna. Kiedyś jako przewodniczący
głównej komisji rekrutacyjnej na uczelnie wyciągnąłem pewnego kandydata z podkomisji,
gdzie zabłądził i otrzymał trzy dwóje. Potem na studiach był najlepszym studentem
na licznym roku.
ň propos wystąpienia rektorów uniwersytetów, to nie wzięli oni pod uwagę, że
owe 50 tys. amnestionowanych może zasilić wyższe uczelnie prywatne, których
jest bardzo dużo. Jeszcze raz, w każdej złożonej kwestii może być prawda, ale
i coś z nieprawdy. Stąd człowiek prawdy musi być bardzo roztropny.
Ludzie myślą nieraz, zwłaszcza gdy nie mają Boga w sercu, że kłamstwo i zakłamanie
to raczej rzecz drobna lub nawet pożyteczna. Ale słusznie Bułat Okudżawa przestrzegał
w jednej ze swoich piosenek, że i drobne kłamstwa prowadzą często do wielkiego
zła i jak mały kamyk mogą spowodować lawinę. I zdarzają się ludzie i całe społeczności,
dla których kłamstwo z czasem staje się zasadą życia, drogą do sukcesu, techniką
cywilizacyjną, a nawet swoistą liturgią życia, tyle że sprawowaną dla złego
ducha, co to "jest kłamcą od początku i ojcem kłamstwa" (J 8, 44).
Szczególnie trzeba przestrzegać przed tym media, które niekiedy dostają alergii
na prawdę, zwłaszcza na prawdę wyższą. Trzeba powiedzieć, że niemal powszechne
zakłamanie prowadzi Polskę i Europę wprost do zguby duchowej i ściąga na nas
wielkie kary Boże, wewnętrzne i zewnętrzne. "Każdy - mówi Pismo - kto
kłamstwo kocha i nim żyje, jest na zewnątrz Królestwa Bożego" (Ap 22,
15). Dlatego "odrzućcie wszelkie zło, wszelki podstęp, zazdrość i wszelkie
oszczerstwa" (1P 2, 1 przekł. ekumeniczny).
ks. prof. Czesław S. BartnikDO GÓRY














Tagi:wspaniałego jakoby uderzamy ramienia

samsung water filter | private krankenversicherung | nieruchomości poznań | Tonery Samsung | Rękawice do walki