Rozliczyć mafię postkomunistyczną
Nasz Dziennik, 2006-03-11Rozmowa z Antonim Macierewiczem, posłem IV kadencji Sejmu, członkiem sejmowej
komisji śledczej ds. PKN Orlen
Panie Ministrze, komisja orlenowska uznała w końcowym sprawozdaniu, że były
prezydent Aleksander Kwaśniewski, były premier Leszek Miller, były minister
skarbu Wiesław Kaczmarek, była minister sprawiedliwości Barbara Piwnik, były
marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz, były minister sprawiedliwości Andrzej
Kalwas powinni stanąć przez Trybunałem Stanu. I co? Minęło pół roku i cisza!
Poza tym, że słychać dyskusję o reaktywowaniu komisji śledczej ds. Orlenu w
tej kadencji.
- Komisja ds. PKN Orlen zakończyła prace, a także przyjęła raport. Zgodnie
z obowiązującą ustawą o komisji śledczej jej raport nie musi być zaakceptowany
i głosowany przez cały Sejm, tylko sama komisja w głosowaniu przyjmuje lub
odrzuca raport. Został on napisany i komisja większością głosów go przyjęła
i zaakceptowała, umożliwiając jednocześnie tym osobom, które z poszczególnymi
fragmentami lub całością się nie zgadzają, załączenie wniosków mniejszości.
Koledzy, m.in. z SLD, którzy nie zgadzali się z całością raportu, załączyli
wniosek mniejszości, będący w istocie raportem alternatywnym. Ja też zresztą
załączyłem taki wniosek dotyczący genezy sprzedaży Rafinerii Gdańskiej; miałem
trochę inny punkt widzenia niż większość kolegów. Oczywiście, równocześnie
głosowałem za całością raportu ze względu na trafne wnioski generalne. Stan
prawny jest więc teraz taki, że raport został przyjęty i Sejm powinien go zrealizować.
W myśl ustawy, o której Pan wspomniał, nie ma więc znaczenia, czy Sejm raport
akceptuje, czy nie?
- Sejm, a dokładniej posłowie, powinien wystąpić do Trybunału Stanu z wnioskami
dotyczącymi pana Aleksandra Kwaśniewskiego, pana Leszka Millera, pana Józefa
Oleksego, pana Włodzimierza Cimoszewicza, pani Barbary Piwnik, pana Zbigniewa
Siemiątkowskiego, pana Wiesława Kaczmarka. W wypadku pana Kwaśniewskiego jako
byłego prezydenta potrzeba 140 głosów wnioskodawców, w pozostałych wypadkach
wystarczy ich 115. Trzeba to zrobić jak najszybciej, gdyż politycy ci zostali
uznani przez komisję śledczą za winnych.
Winnych czego? Proszę łaskawie przypomnieć, minęło
pół roku...
- Komisja orlenowska miała pięć zadań postawionych przed sobą, ale jedno było
naczelne - to, od którego się wszystko zaczęło. Czyli od prowokacji związanej
z zatrzymaniem prezesa PKN Andrzeja Modrzejewskiego. Ta sprawa została dogłębnie
i precyzyjnie wyjaśniona - winnych oraz mechanizmy tej sprawy bardzo dokładnie
w raporcie wskazano, poza jedną kwestią - rolą telewizji publicznej. Niestety,
nie przesłuchaliśmy, z braku czasu, pani Jolanty Pieńkowskiej. A to ona prowadziła
wówczas program telewizyjny i była jego wydawcą, i to w jej dzienniku telewizyjnym
informacja o zatrzymaniu Modrzejewskiego została podana publicznie, a podanie
tej informacji było niewątpliwie częścią prowokacji, nie tylko samo aresztowanie.
"Widowiskowe" było to zatrzymanie, zupełnie tak jakby
prezes Orlenu był groźnym przestępcą...
- O to chodziło! No i o podanie tego do publicznej wiadomości na 12 godzin
przed posiedzeniem rady nadzorczej PKN Orlen, bo przecież całe zatrzymanie
miało na celu wywarcie presji na członków rady, żeby odwołali Modrzejewskiego,
czego by w zwykłym trybie nie zrobili, gdyż układ sił między członkami rady
nadzorczej był taki, że Modrzejewski miał gwarancje większości. Jedynie presja
mediów, prokuratury i służb specjalnych dawała rękojmię, że cel zostanie osiągnięty,
członkowie rady - zastraszeni, a Modrzejewski - odwołany. Przecież ci, którzy
odważyliby się go bronić, po komunikacie telewizyjnym musieli liczyć się z
determinacją władz, a więc z tym, że oni mogą być następni... To zostało przez
nas udowodnione: w trakcie posiedzenia rady nadzorczej były telefony ze strony
służb wywierające presję na radę. Ta sprawa została w sposób dogłębny i - poza
wątkiem telewizyjnym - wystarczający, ze wskazaniem winnych: służb, poszczególnych
urzędników, pani minister Piwnik itd., wyjaśniona. Nie ma wątpliwości: odpowiedzialność
poszczególnych dygnitarzy też została wskazana.
Co jednak wynika z tej wiedzy? Że w sprawę zatrzymania Modrzejewskiego byli
zamieszani Miller, Siemiątkowski, Piwnik, UOP, prokuratura, poza tym że
wiadomo,
jak było i kto zawinił?
- Problem polega na tym, że Sejm nie podjął swojej roli wystąpienia do Trybunału
Stanu; powiem więcej: Sejm nie doprowadził nawet do posiedzenia Izby, na którym
raport poddany byłby pod dyskusję. A to jest zapisane w ustawie. Mówi ona wyraźnie,
że Sejm powinien to zrobić. Ta dyskusja nie musi się skończyć wnioskami. Sejm
nie głosuje nad raportem, tylko wysłuchuje informacji, i to powinno być zrobione,
a następnie powinny być złożone wnioski do Trybunału Stanu. Dlaczego nie można
zebrać 115 posłów (w wypadku Kwaśniewskiego - 140), żeby wnieść wniosek o postawienie
tych ludzi przed Trybunałem Stanu? Nie rozumiem tego.
Zwrócił się nawet Pan w tej sprawie w liście otwartym do pana marszałka Jurka.
Właśnie, jaki jest los tego listu?
- To było już dwa tygodnie temu i na razie jest milczenie.
Nie ma reakcji?!
- Nie ma, ale liczę na to, że będzie. Zdaję sobie sprawę z tego, że przecież
jest duże ciśnienie, silna presja na rozwiązywanie spraw bieżących, nie chciałbym
więc robić kłopotu. Ale kiedy tylko będzie więcej czasu, chciałbym, żeby
pan marszałek na to spojrzał, dlatego że pomysł powołania nowej komisji orlenowskiej
wydaje mi się pomysłem medialnie może interesującym, ale organizacyjnie i
prawnie zupełnie nietrafionym.
Musiałby być nowy skład i wszystko przeciągnęłoby się ad Kalendas Graecas?
- To zupełnie oczywiste, ponieważ skład jest wybierany wyłącznie spośród posłów.
I ci ludzie na nowo musieliby się zapoznawać z całym materiałem. Wątpliwe,
żeby pan Wassermann miał czas na to, by wejść do tej komisji, nie wiadomo,
czy panowie Miodowicz i Giertych mieliby czas. Tamtej komisji odtworzyć już
nie można, konieczna byłaby nowa, która musiałaby się przedzierać przez kilkadziesiąt
tysięcy stron zeznań i akt, zanim w ogóle mogłaby podjąć działania.
Nie warto jednak mimo wszystko reaktywować komisji? Roman Giertych mówi, że
Kwaśniewski mógłby być setnym, jubileuszowym świadkiem.
- Ale żeby przesłuchać Kwaśniewskiego, nie ma wcale potrzeby powoływania komisji
orlenowskiej! Droga do Trybunału Stanu wiedzie i tak obligatoryjnie przez Komisję
Odpowiedzialności Konstytucyjnej, przed którą ci ludzie tak czy inaczej muszą
jeszcze raz złożyć zeznania. Pan Kwaśniewski musi złożyć zeznania przed Komisją
Odpowiedzialności Konstytucyjnej, pan Oleksy i pan Miller też, oni jeszcze
raz muszą być przesłuchani, zanim przegłosuje się wniosek o postawienie ich
przed Trybunałem Stanu.
Czyli powoływanie komisji to okrężna droga do celu...
- Na pewno. Mamy przed sobą co najmniej rok działania Komisji Odpowiedzialności
Konstytucyjnej. Jeśli teraz raz jeszcze powołamy komisję orlenowską, będzie
pracowała rok, złoży raport i później rok jeszcze będzie pracowała Komisja
Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Teraz stoimy przed decyzją taką: czy już
teraz powołać komisję konstytucyjną i przesłuchać Kwaśniewskiego, co i tak
będzie konieczne, czy robić to dopiero po rocznym działaniu komisji orlenowskiej.
To byłoby po prostu absurdalne!
Czym zatem może kierować się poseł Wassermann, który jest za reaktywowaniem
tej komisji?
- Myślę, że pan poseł Wassermann, zajęty teraz przede wszystkim sprawą likwidacji
WSI, nie miał czasu do końca przeanalizować nowej sytuacji i po prostu wyraził
pogląd o konieczności wyciągnięcia pełnych konsekwencji z afery orlenowskiej.
Czyli raczej poseł Giertych głównie jest za tym medialnym przedsięwzięciem?
- To chyba rzeczywiście wniosek bardziej medialny niż merytoryczny.
Co jednak z nowymi, niewyjaśnionymi wątkami afery? Komisja orlenowska skończyła
prace z końcem poprzedniej kadencji, ale to nie znaczy, że temat został wyczerpany.
Czy mógłby Pan w skrócie przypomnieć, co jeszcze nie zostało wyjaśnione przez
komisję orlenowską?
- Mamy na pewno szczegóły funkcjonowania tego, co nazywamy "kręgiem wiedeńskim",
wiele rzeczy zostało już wyjaśnionych co do przestępczego działania tego kręgu
i powiązań państwa Kwaśniewskich z postaciami takimi, jak panowie Aleksander
Żagiel, Andrzej Kuna, "Baranina" [Jeremiasz Barański - wyj. red.], Sławomir
Wiatr.
W otoczeniu Kwaśniewskiego działały dwa kręgi przestępcze
- jeden to właśnie "krąg wiedeński" z Kuną i Żaglem, a drugi to środowisko
Marka Dochnala.
- Czyli, jak ja to nazywam, "krąg szwajcarski".
Szwajcarski?
- Tam są główne banki i pracownicy tych banków, z którymi Dochnal na bieżąco
się kontaktował. Oczywiście możemy też nazwać to kręgiem moskiewskim ze względu
na kluczowego korespondenta Marka Dochnala, który cały czas rezyduje w Moskwie.
Ale siatka Dochnala była szersza, gdyż jego rezydenci byli w Buenos Aires,
w Stanach Zjednoczonych i właściwie na wszystkich kontynentach. To była bardzo
rozbudowana siatka współpracowników, którzy podejmowali najróżniejsze operacje
finansowo-gospodarcze skoncentrowane wokół polskiego sektora energetycznego,
związane z jego sprzedażą. Podejmowane były także różne inne działania finansowe,
ale ich szczegóły muszą być ustalone.
Ale "krąg szwajcarski" nie ma chyba spokoju?
- Zajmuje się nimi prokuratura, która np. pobrała z banków szwajcarskich informacje
o wysokości prowizji i obrotu tymi finansami przez Dochnala. Podobno jest
lista kilkudziesięciu osób z elity postkomunistycznej, którym te pieniądze
wypłacano, ale to są informacje, których nam jako komisji prokuratura już
nie przekazała.
Wiele znaków zapytania pozostało w sprawie mafii paliwowej.
- Znamy podstawowy mechanizm powstawania mafii paliwowej, ale nie znamy szczegółów
współpracy pana Gawriłowa i jego firmy Bagbud z poszczególnymi dygnitarzami
układu komunistycznego, takimi jak np. pan Józef Oleksy, Marek Dochnal i
inni.
Wszystko jednak układa się w logiczną całość, jeśli
spadkobiercą kierowanego przez Gawriłowa, notabene agenta rosyjskiego wywiadu,
Bagbudu miałaby być firma
J&S, która zdominowała polski rynek ropy...
- Są ślady współpracy Gawriłowa z Oleksym i innymi dygnitarzami postkomunistycznymi,
ale szczegółów nie znamy. Nie wiemy do końca, jaka była rola w obrocie finansowym
takich postaci jak pan Gromosław Czempiński, czy rzeczywiście były związki
z Marianem Zacharskim [agent PRL-owskiego wywiadu, w III RP oficer UOP - wyj.
red.]. Może są to tylko pomówienia zawarte w zeznaniach świadków. Nie rozstrzygnęliśmy
też do końca, jak rzeczywiście wprowadzono spółkę J&S do polskiego obiegu
naftowego ani jaką faktyczną rolę odgrywała spółka J&S w sektorze energetycznym;
wiele wątków jest tu otwartych. Wiemy natomiast, że w dziwny sposób założyciele
J&S, obywatele Ukrainy Grzegorz Jankielewicz i Sławomir Smołokowski, dostali
obywatelstwo polskie, wiemy o roli Mieczysława Wachowskiego w tej sprawie
Rola kolejnych premierów Oleksego i Cimoszewicza w
zdominowaniu polskiego rynku przez J&S nie pozostawia jednak wątpliwości.
- Panowie Oleksy i Cimoszewicz odegrali kluczową rolę w ustanowieniu spółki
J&S głównym dostarczycielem ropy. To wtedy, w latach 1995-1997, dostali
największe koncesje na dostarczanie ropy naftowej, ale wszystkich szczegółów
nie znamy; dotyczy to przede wszystkim prowizji płynących od J&S do poszczególnych
decydentów Polsce. Są liczne zeznania zarówno co do mechanizmu przekazywania
prowizji (łapówek), jak i osób, którym je przekazywano.
Wiemy jednak, że patronem części mafii paliwowej był na przykład pan Oleksy.
Wiemy też, jakie były relacje między nim a istotnymi urzędnikami skarbu państwa
zajmującymi się południowymi rafineriami. Jego powiązania personalne z szefami
poszczególnych rafinerii odgrywały bardzo istotną rolę. Wiemy także, jaki był
mechanizm wprowadzania przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego firm, które
korzystały z monopolu na tzw. komponenty odczynników, które pozwalały wytwarzać
fałszywą benzynę.
I nie potrzeba nowej komisji orlenowskiej, żeby to wyjaśnić?
- W żadnym wypadku. Jeśli miałaby powstać nowa komisja, powinna to być komisja
zajmująca się funkcjonowaniem mafii postkomunistycznej i tam te kwestie powinny
zostać wyjaśnione.
Więc sprawę, którą Pan podnosił w sierpniu ubiegłego roku - pełnomocnictwa
udzielonego przez Kwaśniewskiego Kulczykowi - były prezydent będzie mógł wyjaśnić
przed Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej?
- Ma obowiązek! To centralna sprawa.
Mówił Pan wtedy, że nie widział Pan tego pełnomocnictwa, ale że być może jest
ono w posiadaniu wiceprezesa Łukoilu, Leonida Feduna.
- Trzeba wyjaśnić, czy ta sprawa polega tylko na informacji ustnej, czy też
istnieją dowody materialne "w sprawie", czyli - krótko mówiąc - czy istnieje
dokument. Wiadomo jednak, że Kwaśniewski udzielił Kulczykowi pełnomocnictwa,
w którym upoważniał go do sprzedaży Rafinerii Gdańskiej i innych zakładów przemysłu
energetycznego w Polsce, mówiąc, że on, Kulczyk, jest najwłaściwszą osobą do
negocjacji z Rosjanami, że jest w pełni kompetentny i przez władze polskie
do tego upoważniony.
Co jednak Kwaśniewski miałby tu jeszcze wyjaśniać? Jeśli rzeczywiście udzielił
tego pełnomocnictwa, to popełnił przecież ewidentne przestępstwo!
- Ta decyzja ma znaczenie kluczowe, bo przecież wiemy, że pan Kwaśniewski podejmował
zasadnicze decyzje co do kształtu rady nadzorczej i zarządu Orlenu i był na
bieżąco informowany o całej sprawie Modrzejewskiego; znamy dokumenty z jego
kancelarii, które wskazywały na to, że sprzedaż Rafinerii Gdańskiej Rosjanom
będzie oznaczała ubytek i stratę dla Skarbu Państwa rzędu miliarda dolarów.
Jest dokument szefa jego doradców ekonomicznych pana Witolda Orłowskiego, w
którym uprzedza on Kwaśniewskiego, że jeżeli się podejmie decyzję sprzedaży
Rafinerii Gdańskiej Rosjanom za pośrednictwem Kulczyka, to będzie to strata
dla Skarbu Państwa. Tak więc Kwaśniewski, dając pełnomocnictwo Kulczykowi,
tym samym popełnił przestępstwo na szkodę Skarbu Państwa. My w ogóle nie doceniamy
roli kancelarii pana prezydenta Kwaśniewskiego w całym problemie kontaktów
z Rosjanami i negocjacji w sprawie sektora energetycznego! To był kluczowy
czynnik. Moim zdaniem, nie Miller, tylko Kwaśniewski był dla Rosjan głównym
partnerem w tych negocjacjach.
Gdyby Pan chciał przemówić ludziom do wyobraźni, to czy można oszacować, ile
Polacy stracili na tej aferze?
- Rocznie tracimy przynajmniej 5-7 miliardów złotych na funkcjonowaniu mafii
paliwowej. Mówimy tu wyłącznie o stratach Skarbu Państwa płynących z akcyzy,
z podatków, a nie o stratach wynikających z tego, że na przykład cały park
maszynowy policji katowickiej został zniszczony przez generała Kluka wskutek
zakupu lewego paliwa u pana Lepiarza. Po prostu samochody stanęły, bo to paliwo
się nie nadawało! To są więc straty gigantyczne, zważywszy na olbrzymie potrzeby
służby zdrowia, szkolnictwa, emerytów. Nie mówiąc o tym, że okażą się jeszcze
większe, jeśli spojrzymy na skutki funkcjonowania gospodarki polskiej. Trzeba
sobie zdawać sprawę z tego, że przemysł petrochemiczny to nie tylko sprowadzanie
paliwa na potrzeby samochodów, lecz także całe przetwórstwo, wielka chemia.
Jest to cały gigantyczny przemysł, który jest w rękach środowiska mafijnego.
Decyzje o tym, kto może na tym zyskać, zapadają w środowisku przestępczym,
a nie zgodnie z logiką interesu narodowego czy wolnego rynku. To rzutuje na
funkcjonowanie całej gospodarki narodowej.
Czy to "państwo w państwie" można jeszcze rozbić? Tam są powiązania mafijno-biznesowe,
a także agenturalne, większość osób zamieszanych w aferę Orlenu jest w nie
uwikłana, ma agenturalną przeszłość.
- Te powiązania są częścią mafijnej struktury. Żeby pokazać, jak ważną częścią,
wystarczy zdać sobie sprawę z tego, że pan Stanisław Ciosek odgrywał kluczową
rolę w Kancelarii Prezydenta w podejmowaniu tych decyzji. Od roku 1984 do roku
1989 pan Ciosek był z ramienia PZPR nadzorcą służb specjalnych. W istocie to
on wyznaczał podstawowe kierunki działania służb specjalnych zarówno wojskowych,
jak i cywilnych w Polsce w latach 1984-1989, a od 1995 do 2005 roku był w Kancelarii
Prezydenta głównym człowiekiem rozstrzygającym o sprawach związanych z energetyką
w relacjach z Rosjanami. Jeszcze wcześniej, w latach 70., odgrywał istotną
rolę jako pierwszy sekretarz KW PZPR w Jeleniej Górze i miał bardzo silny wpływ
na funkcjonowanie Turoszowa i całego tamtejszego zagłębia energetycznego. Stąd
oskarżenia pod jego adresem, m.in. o wspieranie mafii paliwowej na tamtych
obszarach.
Może więc jednak nie da się tych układów rozbić?!
- Jest to możliwe, ale trzeba też uczciwie powiedzieć: to jest tak samo jak
z WSI, do tego potrzebna jest niesamowita determinacja i siła polityczna.
Była nadzieja, że ta siła powstanie na skutek zwycięstwa PiS. Czy ona powstała?
Na razie mamy do czynienia z próbami usunięcia z aparatu nadzoru nad sektorem
energetycznym tych ludzi, którzy z mafią chcą walczyć. Tak trzeba odczytywać
powtarzające się ataki, medialne i polityczne, próby wyeliminowania z Nafty
Polskiej, z przedsiębiorstwa Naftobazy, z Ministerstwa Gospodarki ludzi,
którzy przygotowując lustrację, a następnie wspierając komisję orlenowską,
nabyli wiedzę o mechanizmie działania mafii paliwowej. Co rusz słyszymy ataki
na panów Piotra Woyciechowskiego, Adama Tarachę, Piotra Naimskiego. Dlaczego?
Ponieważ wiedzą, jak ta mafia działa, i chcą ją wyeliminować. A równocześnie
wspiera się takich ludzi jak pan Andrzej Olechowski, a także innych obarczonych
zarzutami o działanie na szkodę Skarbu Państwa. Presja układu postkomunistycznego
ma zagwarantować mafii przetrwanie mimo zwycięstwa PiS. Ta walka się toczy
i nie jest rozstrzygnięta.
W poprzedniej kadencji Sejmu rozpracowywanie mafii
postkomunistycznej to była walka z wiatrakami. Sam Pan wie doskonale, że
komisji orlenowskiej podstawiał
nogę, kto mógł: media nie ustawały w atakach, komisja miała trudności z pozyskaniem
dokumentów. Ale teraz marszałek Marek Jurek, który też sceptycznie odnosi się
do reaktywowania komisji orlenowskiej, mówi, że ze strony prokuratury jest
już inaczej...
- Mam nadzieję, że jest na tyle inaczej, że nie będzie już takiej sytuacji
jak wówczas - kiedy przesłuchiwaliśmy pana Leszka Millera w Sali Kolumnowej,
trzy piętra wyżej ABW przesłuchiwała naszych pracowników. Była to sytuacja
jak w powiedzeniu "złapał kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma" - nieustannie
byliśmy pod presją i zagrożeniem ze strony służb i prokuratury. Będąc komisją
sejmową, byliśmy traktowani przez służby jak przestępcy. Liczę też na to, że
prokuratura zajmie się tymi wątkami, o których mówiliśmy, np. analizą danych
bankowych szwajcarskich. Jestem przekonany, że podwładni pana Ziobry już wyciągnęli
z tego wnioski i zapewne jest jakiś scenariusz spożytkowania tej wiedzy podczas
przesłuchania pana Kwaśniewskiego czy może w czasie procesu pana Karczmarka.
Najpierw jednak trzeba zebrać 115 posłów.
- Rzeczywiście, PiS musiałoby najpierw podjąć decyzję o wystąpieniu z taką
inicjatywą, ale PiS ma 158 posłów, spokojnie mu to wystarczy, a szereg wątków,
które nie wymagają inicjatywy poselskiej, można realizować na poziomie decyzji
prokuratury i sądu. Zależy to wyłącznie od procedury, którą pan minister
uzna za właściwe zastosować.
Wszystkie zaś wątki wymagające jeszcze prowadzenia postępowania, w tym słuchania
świadków, powinny stać się przedmiotem działania komisji ds. mafii postkomunistycznej.
Powołanie takiej komisji jest koniecznością.
Na przykład do rozpracowania właśnie mafii paliwowej?
- Mafia paliwowa jest tylko częścią mafijnego działania środowiska postkomunistycznego
panów Millera, Kwaśniewskiego i innych. A przecież mamy jeszcze do czynienia
z przestępczą działalnością gangu pruszkowskiego, ze sprawą FOZZ, moskiewskich
pieniędzy. Każdą z tych afer z osobna powinny zająć się podkomisje tej głównej
komisji ds. działania mafii postkomunistycznej.
PiS zapowiada przecież powołanie Komisji Prawdy i Sprawiedliwości, właśnie
do rozliczenia postkomunizmu.
- To świetnie, bo był taki moment, gdy PiS jakby się zawahało i deklarowało,
że wycofuje się z powołania Komisji Prawdy i Sprawiedliwości.
PiS nie dysponuje większością do zmiany Konstytucji.
- Ale tu nie ma żadnego powodu, żeby zmieniać Konstytucję! W tym celu należy
właśnie powołać komisję do zbadania mafii postkomunistycznej, a w ramach
tej komisji stworzyć podkomisje do zbadania poszczególnych afer. I nie czekać
z tym, bo jeżeli się będzie czekało, to może się skończyć tak, że zamiast
Komisji Prawdy i Sprawiedliwości oraz przesłuchania Kwaśniewskiego będziemy
mieli komisję, w której będzie się przesłuchiwało Lecha Kaczyńskiego w sprawie
inwigilowaniaa przez niego dziennikarzy. Takie skutki tego zaniechania są
dla mnie zupełnie oczywiste.
Dziękuję za rozmowę.
Julia M. Jaskólska
Co ustaliła Komisja ds. PKN Orlen:
1. Andrzej Modrzejewski został zatrzymany na skutek przestępczego porozumienia,
w którym brali udział premier Leszek Miller, minister Zbigniew Siemiątkowski
oraz minister Barbara Piwnik, a także wysocy funkcjonariusze UOP oraz prokuratury.
Celem tego układu było wymuszenie na Radzie Nadzorczej PKN Orlen odwołania
prezesa Modrzejewskiego i przejęcie kierownictwa tej spółki przez ludzi związanych
z układem towarzysko-politycznym i finansowym wokół prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego. Po usunięciu Modrzejewskiego realizacji tego celu służyły
tajne spotkania: A. Kwaśniewskiego i L. Millera z J. Kulczykiem oraz ministra
Kaczmarka z mecenasem Kratiukiem, podczas którego ustalano skład władz PKN
Orlen. Dalekosiężnym celem tych działań była całkowita wyprzedaż sektora
energetycznego na rzecz Rosji, włącznie z Rafinerią Gdańską oraz zakładami
wielkiej syntezy chemicznej. Założenia tej operacji zostały przedstawione
przez ministra Wiesława Kaczmarka podczas Rady Gabinetowej 22 lutego 2002
roku.
2. U źródeł tej patologicznej sytuacji stała mafia paliwowa łącząca ludzi byłych
służb specjalnych (zwłaszcza wojskowych), pośredników sprowadzających do Polski
ropę naftową z Rosji oraz elity polityczne wywodzące się z PZPR. W latach 90.
działania kolejnych premierów z byłej PZPR - J. Oleksego i W. Cimoszewicza
doprowadziły do zdominowania polskiego rynku ropy przez spółkę J&S. Bez
decyzji polityków na najwyższych stanowiskach, które doprowadziły m.in. do
wyeliminowania państwowej centrali Ciech z rynku paliwowego, nie byłoby możliwe
powstanie mafii paliwowej i bezalternatywne uzależnienie Polski od Rosji w
dziedzinie ropy naftowej. Jednym z powodów wyeliminowania Modrzejewskiego były
jego plany związania Orlenu z austriackim koncernem państwowym OMV, posiadającym
niezależne od Rosji źródła dostaw ropy naftowej.
3. Zgodnie z zebranymi materiałami jest prawdopodobne, że zamiary sprzedaży
sektora paliwowego Rosji były związane z łapówkami przekazanymi wysokim urzędnikom
państwowym przez reprezentantów rosyjskiego koncernu Łukoil. Koncern ten przedstawił
swoje monopolistyczne plany prezydentowi Kwaśniewskiemu już w grudniu 2001
roku, a łapówki miały zostać przekazane urzędnikom reprezentującym stronę polską
podczas wizyty w Rosji latem i jesienią 2002 roku. Te łapówki zobowiązywały
polskich decydentów do działań, które zapewnią przejęcie sektora paliwowego,
a w pierwszej kolejności Rafinerii Gdańskiej, rosyjskiemu Łukoilowi. Jeśli
z tego punktu widzenia popatrzeć na kolejno zmieniające się zapisy dotyczące
przetargów oraz strategii prywatyzacji sektora paliwowego, to okaże się, że
kluczem wyjaśniającym kolejne zmiany jest interes Łukoilu, a nie Polski.
4. W oddziaływanie korupcyjne włączony był także prezydent Kwaśniewski i jego
najbliższe otoczenie. Świadczą o tym zeznania wskazujące na upoważnienie przez
niego biznesmena Jana Kulczyka do sprzedaży Rosji Rafinerii Gdańskiej i szerzej
sektora paliwowego. Szczególnie negatywną rolę w otoczeniu Kwaśniewskiego odgrywały
dwa kręgi przestępcze. Pierwszy związany był ze środowiskiem panów Andrzeja
Kuny i Aleksandra Żagla oraz Sławomira Wiatra. Ten tzw. krąg wiedeński obejmował
także ludzi mafii pruszkowskiej i mafii paliwowej. Krąg drugi skupiony był
wokół sieci finansowej reprezentowanej m.in. przez Marka Dochnala. Dochnal
miał dysponować wielomilionową sumą przeznaczoną do korumpowania polityków
i urzędników, aby działali na rzecz Rosjan. Z tego funduszu opłacany był prawdopodobnie
Andrzej Pęczak. Osobną kwestią są powiązania mafii paliwowej z najwyższymi
urzędnikami Pałacu Prezydenckiego kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego. Ludzie
ci odwiedzali Pałac i byli odwiedzani przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Szczególną
rolę odgrywał tu Stanisław Ciosek, były sekretarz KW, KC i członek Biura Politycznego
PZPR odpowiedzialny za organa bezpieczeństwa państwa, a następnie ambasador
w Moskwie.
5. Służby specjalne były w pełni podporządkowane opisanym powyżej planom korupcyjno-politycznym.
Dotyczy to ich stanowiska wobec zaopatrzenia Polski w rosyjską ropę, zatrzymania
Modrzejewskiego, odkładania w nieskończoność budowy rurociągu Odessa - Brody.
Wynikało to ze stanowiska politycznego kierownictwa służb, ale także ze zmian
kadrowych dokonanych przez SLD i obsadzenia głównych stanowisk związanych z
problematyką paliwową przez funkcjonariuszy wywodzących się z WSI.
6. W działaniu mafii paliwowej, w patologicznych powiązaniach polityków, w
uległości wobec Rosji decydującą rolę odgrywały i wciąż odgrywają powiązania
oparte na agenturalnej przeszłości większości osób zamieszanych w aferę Orlenu.
W szczególny sposób wiąże to tych ludzi ze służbami specjalnymi, ale także
czyni ich bezradnymi wobec nacisków Moskwy, która wciąż dysponuje najpełniejszym
archiwum komunistycznych służb specjalnych PRL. Powstała w ten sposób struktura
mafijno-przestępcza łączy kierownictwa partii postkomunistycznych, dużą część
nomenklaturowego biznesu, służby specjalne i tysiące mafijnych spółek żyjących
z nadużyć w sferze paliwowej. Straty gospodarcze sięgają rocznie wielu miliardów
złotych utraconych przez Skarb Państwa. Jeszcze wyższe są straty społeczno-gospodarcze
wynikające z całkowitej destrukcji i patologizacji systemu gospodarczego. Mafia
wyeliminowała nie tylko wolny rynek, ale także państwo, które powinno być najwyższym
gwarantem prawidłowości obrotu gospodarczego i uczciwości stosunków prawno-ekonomicznych.DO GÓRY