Pragmatyzm w miejsce konfrontacji
Nasz Dziennik, 2006-10-03
Z wiceprzewodniczącym Polskiego Stronnictwa Ludowego posłem Eugeniuszem Grzeszczakiem rozmawia Mikołaj Wójcik
Mija tydzień od posiedzenia NKW PSL, podczas którego wyrazili Państwo wolę rozmów z PiS o stworzeniu większościowej koalicji. Sytuacja polityczna się zmieniła, ale czy zmieni się Państwa stanowisko?
- Uwarunkowania polityczne rzeczywiście są inne. Sprawiło to, że scena polityczna rozwija się bardzo dynamicznie. W piątek nastąpiło pewne uspokojenie, a w niedzielę znów padły konfrontacyjne propozycje premiera Jarosława Kaczyńskiego. To dla nas duży problem.
Na czym on polega?
- My w zasadzie nie stawiamy PiS warunków. Proszę zwrócić uwagę, że często to dziennikarze dopytują o to, jakie chcemy stanowiska. Ale to chyba ich bardziej interesuje. Bo nas interesuje, czy to partnerstwo ma szansę trwać w dłuższej cezurze czasowej, czy styl rządzenia się zmieni, wreszcie - za jakie dokładnie zdefiniowane obszary zdaniem PiS mielibyśmy wziąć odpowiedzialność. To nie my chcemy to artykułować.
Czy to znaczy, że absolutnie nie ma żadnych warunków ze strony PSL?
- Jest jeden - oczyszczenie tej atmosfery. Bo w klimacie konfrontacji i kryzysu my, ludowcy, źle się czujemy. Mamy bardziej pragmatyczne podejście do sprawy.
Ten pragmatyzm przejawia się w Państwa sprzeciwie wobec łączenia kampanii przed wyborami samorządowymi z parlamentarną?
- Tu chodzi o szacunek, jaki należy się samorządowcom. Nie można zamętem warszawskim robić im młynka w chwili, gdy powinni jak najjaśniej zaprezentować ludziom swoje dokonania z mijającej kadencji i poddać się egzaminowi w wyborach lokalnych. Nałożenie się obu kampanii prowadzi do zniechęcenia społeczeństwa. Stąd oczekujemy od PiS deklaracji - czy chce szybkich wyborów, które wcale nie muszą być 26 listopada, czy też dłuższej perspektywy na czas określony.
Tylko że jeśli nie koniec listopada, to potem mamy grudzień - święta, zima. To nie najlepsza perspektywa dla liczących na poparcie elektoratu wiejskiego.
- Panie redaktorze, wieś dziś to już nie takie tereny, gdzie się nie wyjeżdża tygodniami z zagrody. Pługi odśnieżają codziennie, a samochód jest dość powszechnym środkiem lokomocji.
Znam miejscowości, niedaleko Warszawy, gdzie zimą zaspy są olbrzymie, a pług trzeba sobie organizować samemu, na co nie wszystkich stać.
- Trzeba by sprawdzić, pod czyim kierownictwem jest zarząd drogowy i odgrzać to burmistrzowi przed wyborami.
Na pewno w wyborach samorządowych to się bardziej liczy dla ludzi niż fakt, czy burmistrz jest z PiS czy PSL.
- To przecież samorządy pokazały nam, że można rozmawiać w różnych konfiguracjach.
Na przykład Mazowsze...
- Albo Wielkopolska. A więc to już dwa przykłady. PiS, PO, PSL i LPR - i wspaniałe osiągnięcia. Jeżeli potrafimy tego dokonać na tym poziomie, to dlaczego nie w parlamencie?
Może winne jest postrzeganie tej polityki "centralnej" jako swego rodzaju teatru? Każdy ma swoje role - premier musi ostro powiedzieć o opozycji, Platforma na to zareagować itp.
- Niestety, coraz częściej demokracja parlamentarna zamienia się w medialną. W takiej rzeczywistości nie wiadomo, jak się zachować. Lepiej, byśmy specjalistów różnej miary angażowali i wykorzystywali do rozwiązywania problemów społecznych, których mamy wiele, a nie do wyliczania słupków sondaży i radzenia nad poprawą wizerunku. W terenie nie ma wirtualnej rzeczywistości - jest ta brutalna, codzienna. A tutaj pozytywne rozwiązania kreuje się trudną, ciężką pracą, a nie tą wizerunkową.
Teraz są środki z Unii Europejskiej, wszyscy mówią o wielkiej szansie związanej z koniunkturą. Może więc wejść do tego rządu i tą ciężką pracą przyczynić się do rozwoju?
- Warto choćby uspokoić sytuację, porozmawiać poważnie, co w najbliższym okresie rozwiązać pozytywnie. Oczekujemy też jasnej deklaracji, czy naprawdę idziemy na wybory.
PiS mówi raczej: umowa na czas określony, czyli do 2009 roku.
- My też mówimy: "czas określony". I nie precyzujemy, o jaki okres chodzi. Myślę, że nie można niczego wykluczyć. Na dzień dzisiejszy oczekujemy poważnej oferty z PiS. Dopiero wówczas będziemy wiedzieli, o czym mówimy.
Dziękuję za rozmowę.
DO GÓRY